Gdyby nie opera i harbour bridge — “wieszak na ubrania” jak niektórzy mówią — to Sydney byłoby najzwyklejszym nowoczesnym miastem jakich pełno. Wystarczyło wybudować kilka “ikon” aby co roku przybywało tutaj kilka milionów turystów. Pierwszy raz w Sydney byłem w 2006 roku podczas powrotu z Nowej Zelandii kiedy to miałem 7 godzin czasu do samolotu do Europy. Wtedy niemal w biegu załatwiłem opere i most i już trzeba było wracać na lotnisko — byłem przekonany że już wiecej mi się nie zdarzy tutaj być. Los okazał się przewrotny i oto znowu przybyłem do Sydney — tym razem w ramach weekendowej wycieczki z małym plecaczkiem co by mało za bilet lotniczy zapłacić. Tym razem na spokojnie mając całe 2 dni zwiedziłem Hyde Park Barracks Museum, Sydney Museum, plaże Bondi. Popłynąłem promem do Manly.
czytaj dalej
Tym razem chciałem się troche “scharatać”. W tym celu wstałem wcześnie rano żeby pojechać do Willsons Promontory oddalone 230 km od Melbourne by potem zrobić 10 godzinną trasę do latarni morskiej i spowrotem i następnie wrócić do Melbourne — wszystko w jeden dzień. Willsons Promontory to park narodowy którym został objęty najbardziej na południe wysunięty półwysep australii. Jest tu mnóstwo szlaków w gęstym buszu jak i tzw “coastal tracks” — szlaków wzdłuż wybrzeża. Pełno tu najróżniejszej zwierzyny — zwłaszcza misiów koala. Widziałem też węża, emu, dwie jaszczurki i kilka innych stworzeń znanych mi z ilustrowanych podręczników do biologii. Ogólnie duszno i sucho a to dopiero wiosna.
czytaj dalej
Kolejna wycieczka — tym razem było bez planowania, decyzja podjęta zaledwie 2 dni przed wyjazdem. Tomek z Sylwią zaledwie dzień wcześniej kupili namiot. Była to wyjątkowa wycieczka gdyż nocowaliśmy na kempingu, nasz cel — alpy australijskie — byl jak na razie najbardziej odległym od Melbourne — około 330 km, pierwszy raz miałem okazje przetestować wykombinowane przeze mnie łóżko w Patrolu. Mount Buffalo to rozległe plateau w alpach australijskich objęte parkiem narodowym “Mt Buffalo National Park” — jest tu około 100 km różnego rodzaju szlakow i każdy oferuje zapierające dech w piersi widoki. Moim skromnym zdaniem jest to najładniejsze miejsce jakie widziałem w Victorii. Po drodze w rejon Mt Buffalo zahaczyliśmy o Glennrowan — miasteczko w którym złapano legendarnego zbója i morderce Neda Kellego
czytaj dalej
W sobote wybrałem się z Pawłem i Anią zobaczyć kopalnie złota a właściwie to co z nich zostało w pobliżu Ballarat. Wiedziałem że ryzyko jest nie małe gdyż znów skorzystałem z fatalnej książeczki ‘Day Walks from Melbourne’ (patrz poprzedni post) ale opis tej wycieczki zaczynał się od ‘This fascinating walk…’ więc pomyślałem że musi być niesamowicie. Pojechaliśmy do Chewton i dalej jeszcze kilometr drogą szutrową na parking w lesie. Potem szliśmy wzdłuż dawnego akweduktu który doprowadzał wode do wielkiego koła które napędzało maszyny do kruszenia,płukania urobku. Koła już dawno nie było (ukradli albo zgniło) zostało tylko mocowanie. Kiedy tak szliśmy w końcu zobaczyliśmy stare szyby kopalni złota. Ogrodzone solidnie żeby nie wpaść do dziury i nawet kilka fundamentów po jakichś domkach.
czytaj dalej