Alpy australijskie — Mount Buffalo

Kolejna wycieczka — tym razem było bez planowania, decyzja podjęta zaledwie 2 dni przed wyjazdem. Tomek z Sylwią zaledwie dzień wcześniej kupili namiot. Była to wyjątkowa wycieczka gdyż nocowaliśmy na kempingu, nasz cel — alpy australijskie — byl jak na razie najbardziej odległym od Melbourne — około 330 km, pierwszy raz miałem okazje przetestować wykombinowane przeze mnie łóżko w Patrolu. Mount Buffalo to rozległe plateau w alpach australijskich objęte parkiem narodowym “Mt Buffalo National Park” — jest tu około 100 km różnego rodzaju szlakow i każdy oferuje zapierające dech w piersi widoki. Moim skromnym zdaniem jest to najładniejsze miejsce jakie widziałem w Victorii. Po drodze w rejon Mt Buffalo zahaczyliśmy o Glennrowan — miasteczko w którym złapano legendarnego zbója i morderce Neda Kellego — nie musze przypominać że w Australii panuje przedziwna fascynacja mordercami (północna australia też ma swego bohatera aborygeńskiego morderce — Pigeon). Może to wynika z niezbyt chwalebnej historii tego kraju. W każdym razie Glenrowan teraz żyje z turystyki. Wszędzie tu można spotkać ślady legendy — pełno sklepów z pamiątkami, muzea, nawet w jednym kilka razy dziennie odgrywają scene pojmania Neda Kellego, wszędzie tabliczki że Kelly to, Kelly tamto. Za to stacja kolejowa prawie taka jak w Kleczy Dolnej :) Z Glennrowan pojechaliśmy do Bright zaklepać sobie miejsce na kempingi i coś zjeść. Okazało się że byliśmy prawie sami w miejscu przeznaczonym pod namioty — jescze sezon się nie zaczął. Jako że zostało jeszcze około 2 godzin słońca do końca dnia, pojechaliśmy do Mt Buffalo zrobić jakąś niedługą wycieczkę. Z Bright jakieś 30 km mocno wijącej się serpentynami drogi i dotarliśmy do punktu informacji turystycznej. Zaznacze że wycieczka nieplanowana, pojechaliśmy bez mapy, przewodnika, troche na warszafke więc też nie bardzo wiadomo było jaki szlak wybrać. Zdecydowaliśmy się na The monolith — bo dobrze brzmi i jest niedaleko — w sam raz na 1 godzinny treking. Okazało się że na monolit nie można wyjść bo drewniane schodki sie rozpadają — przynajmniej tak straszyła tablica. Brakowało kilka stopni ale to zupełnie prozaiczny problem — oczywiście wylazłem na góre — niesamowity widok 360 stopni. Rozbawiła mnie tablica wmurowana w monolit upamietniajaca pierwsze zdobycie monolitu — kolo przerzucił drabinke sznurkową przez skałę i potem się wspiął — tanio zdobył rozgłos. Przy samochodzie byliśmy już po zapadnięciu zmroku. Na polu namiotowym jeszcze pare piwek i do spania. Nikt z nas nie przypuszczał że noc będzie taka zimna — było może 5 stopni. Następnego dnia pojechaliśmy do informacji turystycznej po mape żeby wybrać jakiś szlak. Wybraliśmy kilkugodzinną trasę do South Buffalo View Point. Trzeba było się wykazać troche zdolnościami nawigacyjnymi gdzyż szlak był bardzo słabo oznaczony. Po dotarciu do celu zobaczyłem w oddali wyraźnie wyższy od pozostałych szczyt z platformą widokową. Rzut okiem na mape i okazało się że jest to najwyższy punkt w Mount Buffalo National park — 1723m i nazywa się The Horn. Co więcej okazało się że prowadzi tam szlak z miejsca gdzie zostawiliśmy auto. Bez długiego zastanawiania przekonałem Tomka i Sylwie że zamiast wracać tą samą drogą do auta możemy pójść na azymut na The Horn a potem wracać wspomnianym szlakiem do auta. Na początku nie byłem do końca pewny czy to jest wykonalne bo nie wiedziałem czy za najbliższym grzbietem jest przepaść czy łagodne zejście — z samego patrzenia nic nie ma więc trzeba było to sprawdzić. Przez jakąś godzinę przedzieraliśmy się przez gęsty miejscami spalony przez pożary busz. Wtedy dopiero uspokoiliśmy się — da sie przejść i nie trzeba sie wycofywać. Bez problemu dotarliśmy do szlaku prowadzącego na The Horn. Musze przyznać że takie spontaniczne decyzje dają o wiele więcej satysfakcji niż wcześniej zaplanowana trasa. Na podstawie mapy (nawet topograficznej) cięzko stwierdzić czy dałoby się przejść jakiś odcinek na skróty. Każdy z nas przyznał że widok z The Horn jest ultra,mega ekstremalnie niesamowity. Jak okiem sięgnąć po horyzont pofałdowana powierzchnia zalesionych wzgórz. Kiedy dotarliśmy do samochodu słońce już chyliło się ku zachodowi a przed nami jakieś 4 godziny jazdy do Melbourne. Alpy australijskie zachwyciły mnie niesamowicie i wiem że jeszcze tu wróce — a konkretnie chce zrobić najwyższy szczyt leżący w Victorii Mt Bogong, potem najwyższy szczyt leżący w New South Wels Mt Kosciuszko (najwyzszy w Australii) i bedzie z głowy. Tym razem filtr połówkowy niebieski zostawiłem w domu żeby Mateusz nie musiał mnie znowu upominać a ta niebieska poświata to tylko parujące olejki eteryczne — żeby nie było wątpliwości :)

loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading...
Skomentuj

Komentarze

Super widoki i fajna wycieczka, ale ta fascynacja Nedem Kellym trochę śmieszna :)

Michal Ful    Paź. 10, 2008 9:31 po południu
Odpowiedz
 

rewelacja, pozdrowienia :)

LukaszJ    Paź. 13, 2008 4:29 po południu
Odpowiedz
 

Komentarz do: «Alpy australijskie - Mount Buffalo»

Wymagane. Maksymalnie 30 znaków

Wymagane