Weekend w Sydney
Gdyby nie opera i harbour bridge — “wieszak na ubrania” jak niektórzy mówią — to Sydney byłoby najzwyklejszym nowoczesnym miastem jakich pełno. Wystarczyło wybudować kilka “ikon” aby co roku przybywało tutaj kilka milionów turystów. Pierwszy raz w Sydney byłem w 2006 roku podczas powrotu z Nowej Zelandii kiedy to miałem 7 godzin czasu do samolotu do Europy. Wtedy niemal w biegu załatwiłem opere i most i już trzeba było wracać na lotnisko — byłem przekonany że już wiecej mi się nie zdarzy tutaj być. Los okazał się przewrotny i oto znowu przybyłem do Sydney — tym razem w ramach weekendowej wycieczki z małym plecaczkiem co by mało za bilet lotniczy zapłacić. Tym razem na spokojnie mając całe 2 dni zwiedziłem Hyde Park Barracks Museum, Sydney Museum, plaże Bondi. Popłynąłem promem do Manly.
czytaj dalej
