Weekend w Sydney

Gdyby nie opera i harbour bridge — “wieszak na ubrania” jak niektórzy mówią — to Sydney byłoby najzwyklejszym nowoczesnym miastem jakich pełno. Wystarczyło wybudować kilka “ikon” aby co roku przybywało tutaj kilka milionów turystów. Pierwszy raz w Sydney byłem w 2006 roku podczas powrotu z Nowej Zelandii kiedy to miałem 7 godzin czasu do samolotu do Europy. Wtedy niemal w biegu załatwiłem opere i most i już trzeba było wracać na lotnisko — byłem przekonany że już wiecej mi się nie zdarzy tutaj być. Los okazał się przewrotny i oto znowu przybyłem do Sydney — tym razem w ramach weekendowej wycieczki z małym plecaczkiem co by mało za bilet lotniczy zapłacić. Tym razem na spokojnie mając całe 2 dni zwiedziłem Hyde Park Barracks Museum, Sydney Museum, plaże Bondi. Popłynąłem promem do Manly. Miałem okazję żeby bez pośpiechu przyjrzeć się jak sobie ludzie tutaj żyją. Oczywiście gdzieby tylko człowiek nie poszedł to zawsze widoczna jest opera albo most albo i opera i most. Najlepszym na to dowodem jest fakt że na 52-óch zdjęciach poniżej znajduje się opera/most. Właściwie to możnaby wyeliminować te zdjęcia i zostaje prawdziwe Sydney na 57 fotkach. Generalnie Sydney ma dość chaotyczne rozplanowanie ulic — łatwo się tu zgubić bo ulice krzyżują się pod różnymi kątami. Dla porównania w Melbourne w CBD ulice są zawsze pod kątem prostym do siebie — naprawdę w Melbourne nie sposób się zgubić. Druga sprawa to pogoda — tu zawsze jest cieplej niż w Melbourne. Znowu po powrocie do Melbourne przywitała mnie temperatura około 10 stopni i wiatr. Podobno Sydney ma bardziej amerykański charakter a Melbourne brytyjski… ale ja sie nie znam. Pewne jest to że mieszkańcy Sydney i Melbourne nie przepadają za sobą. Od zawsze istniała rywalizacja między tymi miastami. Sydney szybciej dzwignęło się z recesji w początkach XX wieku a i też mieli swoją olimpiadę dlatego można stwierdzić że Sydney zostawia Melbourne nieco w tyle. Osobiście bardziej mi się podoba Melbourne. Ciekawe jest to że stolicą Australii nie jest ani Sydney ani Melbourne a pewne średniej wielkości miasteczko Canberra które jest stolicą dlatego że znajduje się mniej więcej w połowie drogi między Melbourne i Sydney. Ta lokalizacja jest efektem kolonialnej rywalizacji tych miast o miano najważniejszego — trzeba było zawrzeć kompromis.

loading...

Pierwszy kot jakiego widziałem w Australii

loading...

Muzeum Hyde Park Barracks — kiedyś baraki dla skazańców. Projekt wykonał Francis Greenway — pierwszy architekt w Australii. Najpierw skazany na śmierć za fałszerstwo, potem wyrok zmieniono na 14 lat zesłania do Australii. Dla wykwalifikowanych speców zesłanie było jak bilet do lepszego życia.

loading... loading... loading... loading...

Tutejsze kury

loading... loading... loading... loading... loading...

Nie mam pojęcia z jakiej sekty są ci ludzie :)

loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading...

Słynna Bondi beach. To tutaj w XIX wieku pierwsi śmiałkowie zanurzając się w oceanie łamali stare prawo, zakazujące kąpieli za dnia jako rzeczy nieprzyzwoitej. Zawsze tu pełno turystów.

loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading...

Manly Beach — plaża o której wielu turystów nie wie. Ulubione miejsce wypoczynku Sydneyczyków — 20 minut promem od Sydney.

loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading... loading...

Rocks — najstarsza dzielnica Sydney. To tutaj wszystko się zaczęło. W XIX ta dzielnica miała najgorszą reputację ze względu na nożowników czyhających w zakamarkach, pijaków, prostytutki, wszelkiej maści rozrabiaków. Teraz luksusowe restauracje i hotele.

loading... loading...

Konstrukcja harbour bridge robi wrażenie.

loading... loading... loading... loading... loading...

Grzyb w ataku — opera miejscami przypomina konstrukcje z epoki “późny Gierek”

loading... loading... loading... loading... loading...
Skomentuj

Komentarze

Michał, Uwielbiamy Sydney. A Melbourne miało swoją olimpiadę o ponad 40 lat WCZEŚNIEJ niż Sydney!

Przemek    Paź. 27, 2008 7:11 rano
Odpowiedz
 

Ja już niedługo będę w tym miejscu, jeszcze niecały tydzień do wylotu:) Zdjęcia przepiękne, a blog sam-cool. zapraszam na mój blog www.naszesydney.blogspot.com

Enne    Lut. 10, 2009 9:35 po południu
Odpowiedz
 

Komentarz do: «Weekend w Sydney»

Wymagane. Maksymalnie 30 znaków

Wymagane