Nowa Zelandia — tym razem zawodowo
Znowu znalazłem się w Nowej Zelandii — tym razem delegacja do biura w Wellington więc za dużo podróży nie będzie. Pracuję tu do końca marca z tym że 6 marca polece na tydzień do Melbourne pozamykać sprawy przed powrotem do Polski a przy okazji jeszcze złapać australijskiego słoneczka. Wellington jest zdecydowanie inne niż Melbourne. Mniejszy ruch, życie toczy się tu duzo spokojniej — jak przystało na Nową Zelandię. Miasto jest otoczone górami — nawet centrum też zostało zbudowane na stromych skarpach np są dwie równoległe ulice ale żeby z jedej dotrzeć do drugiej, trzeba jechać windą. Niezliczona ilość stromych, krętych uliczek. Poniżej kilka fotek Wellington z Mt Victoria lookout na który to można dostać się leśnym szlakiem lub drogą asfaltową. Cieszę się że mogę tu troche pomieszkać — dobrze że tylko miesiąc. Podstawowa wada to taka że tu niewiele jest (porównując do Melbourne). Prawie brak koncertów, życie towarzyskie w zasadzie zamiera wieczorami z wyjątkiem dzielnic pod mt victoria, mało sklepów — co w sumie jest zaletą bo nie ma gdzie kasiury trwonić, w knajpach pusto, ogólnie nie ma tu co robić. Biuro gdzie pracuje mieści się w centrum miasta ale do żarłodajni trzeba drałować z 15 minut…i pogoda — zawsze tu wieje i odkąd tu jestem czyli od 23 lutego codziennie przelotne opady. Firma sponsoruje mi hotel więc powoli przyzwyczajam się do wpełni umeblowanego mieszkania więc nie będzie szoku jak wróce do Polski :)


















Komentarze
Komentarz do: «Nowa Zelandia - tym razem zawodowo»