Dwa wulkany w weekend czyli wielka masakra
Ostatni wolny weekend w Nowej Zelandii postanowiłem wykorzystać intensywnie. W sobote Mount Ruapehu w środkowej części północnej wyspy a w niedziele Mount Taranaki na zachodzie. Ekstremu całej przygodzie dodaje fakt że Mount Ruapehu jest wulkanem aktywnym i ostatnia erupcja wystapiła w 2007 roku. Krater otoczony jest trzema stromymi urwiskami z których najwyższy ma 2797 metrów nad poziomem morza. Wnętrze krateru stanowi jeziorko wypełnione wodą o temperaturze powyżej 20 stopni. Bezustannie uwalniane są gazy — na tej wysokości nie jest to dobra mieszanka do oddychania dlatego spędziłem tam tylko około 10 minut (dały się we znaki problemy z oddychaniem). Wulkan ten zimą zamienia się w gigantyczny raj narciarski — wszędzie pełno wyciągów krzesełkowych. Jeden wyciąg czynny jest także latem więc można podjechać kawałek i w zasadzie wędrówke rozpoczyna się z około 1900 metrów. Nie ma szlaku w rejon krateru dlatego trzeba indywidualnie wyszukiwać najlepszą trasę. Trasa nie jest łatwa (zajmuje jakieś 7 godzin tam i spowrotem), mimo to codziennie dziesiątki ludzi atakuje szczyt. Natura wulkanów sprawia że nie ma jakichś poważnych przepaści — trzeba tylko zapierniczać pod górke… i to ostro. W najgorszym przypadku można sie sturlać i zaczynać od nowa :) A widoki? Niesamowite. Prawdziwie księżycowy krajobraz — nie ma żadnej roślinności w promieniu wielu kilometrów.
Po powrocie do samochodu pojawił się dylemat, przenocować w motelu gdzieś w Wanganui czy wrócić do hotelu w Wellington. Po zejściu z mount Ruapehu byłem totalnie wykończony i zacząłęm się zastanawiać czy dam rade następnego dnia wleźć na mount taranaki (szlak 7-8 godzin) Ostatecznie zdecydowałem się wrócić do hotelu aby rozważyć opcje na niedziele. Prognoza pogody zupełnie ułatwiła mi zadanie gdyż bez opadów i słonecznie miało być tylko na północ od Wellington — czyżby taranaki wzywał ? Ale stwierdziłem że bez ciśnienia najpierw z rana odwiedze muzeum starych samochodów i następnie pojade w kierunku mount taranaki i zrobie traske tak żeby wrócić przed zmrokiem do auta.
Southwards Car Museum okazało się być dużo lepiej zaopatrzone niż to które w styczniu widziałem w pobliżu Ashburton na południowej wyspie. Przede wszystkim znajdują się tutaj bardzo rzadkie modele jak na przykład czeska tatra 77 których wyprodukowano tylko 249 sztuk. Mało kto wie ale za naszą południową granicą mieści się kolebka przemysłu motoryzacyjnego. Tatra to jedna z najstarszych firm motoryzacyjnych na świecie obok Daimler Mercedes-Benz i Peugeota. Robili nie tylko ciężarówki ale też luksusowe limuzyny. Wspomne jeszcze zabawną ciekawostkę: W czasach drugiej wojny światowej gdy niemcy zaatakowali czechosłowacje fabryka tatry nie zaprzestała produkcji gdyż nazi bardzo lubili samochody. Wkrótce potem samochody tatra zyskały miano tajnej czeskiej broni gdyż wielu niemieckich oficerów straciło życie w wypadkach — ciężkie silniki montowano wtedy z tyłu. Wkrótce potem został wydany oficjalny rozkaz zakazujący oficerom jazdy samochodami tatra. Wracając do tematu, największe wrażenie na mnie wywarł oryginalny De Lorean z 81 roku. Każdy fan nieśmiertelnej serii “Powrót do przyszłości” powinien wiedzieć co to za marka. To właśnie De Lorean został wykorzystany w filmie jako wehikuł czasu. Dla mnie jest to najpiękniejszy sportowy samochód jaki kiedykolwiek został skonstruowany. Nigdy fabryka nie malowała tych aut — fabryczne panele były robione z nierdzewki — cudo. Zauważyłem błąd na taliczce opisującej DeLoreana. Napisali że wyprodukowano tylko 20 000 sztuk co jest nieprawdą gdyż było ich około 9000 — zgłosiłem to obsłudze. Spodziewałem się że będzie kilka landków a tymczasem był tylko jeden Seria III którym dwoch gości podróżowało z Londynu do Nowej Zelandii — wyprawa miała za cel zebrać fundusze na badania nad rakiem. Jestem pewien że gdybym miał dużo kasy zostałbym kolekcjonerem starych samochodów. Po powrocie do Polski ide od razu do kolektury kupić kupon :) Jest jakaś kolektura na lotnisku w Balicach ?
Kolejny etap to Mount Taranaki. Do visitor center dojechałem około godziny 15:00 tej czyli całkiem późno na jakieś poważniejsze chodzenie. Wrażenie niesamowite. Myślałem że będzie podobnie jak w pobliżu mount ruapehu — nic z tych rzeczy, ten wulkan od bardzo dawna jest wygasły przez co stoki dookoła porasta gęsta roślinność. mount taranaki ma 2518 metrów i stanowi jeden z najbardziej symetrycznych stożków wulkanicznych na świecie. Z daleka wygląda identycznie jak mount fuji w japoni. Nie wiem czemu ale mount taranaki wykorzystano podczas kręcenia scen do filmu “Ostatni Samuraj” — ten z 2003 roku z Tomem Cruise. Szlak zajmuje jakieś 7-8 godzin. Wyliczyłem że mam jeszcze 5 godzin światła dziennego + 1 godzinę po ciemku (względnie łatwy odcinek od visitor centre) więc zobacze dokąd uda mi się dojść. Ten wulkan jest ekstremalnie stromy i nie chciałem trudnych etapów robić po ciemku — jeszcze troche rozwagi we mnie jest :) Ale wiadomo jak to jest naprawde, zostało jeszcze tylko ciut ciut do szczytu — wycofać się ? nigdy. Tak oto wlazłem do krateru około godziny 18:30. Słońce powoli zachodziło, widok przepiękny. Kilka szybkich fot i powrót. Najgorsze było zejście z samego krateru, potem już bardzo strome pole wulkanicznego żużlu. Z radością stwierdziłem że można po żużlu zjechać na butach (na jabłuszku bym nie zaryzykował :) Kiedy dotarłem do Translator Tower (jeszcze godzina drogi do visitor center) zrobiło się zupełnie ciemno. Dobrze że miałem czołówkę. Przy samochodzie byłem około godziny 21:00 — jescze tylko skromne 400 km do Wellington i do wyrka. W hotelu byłem coś około godziny 2:30 już w poniedziałek.
Napisze jeszcze pare słów o wspinaczce na wulkany. Jest to zupełnie inne doświadczenie niż standardowe chodzenie po górach. Jeszcze nigdy nie wychodziłem pod taką stromiznę. Czasem ciężko chodzić zakosami bo po prostu się można łatwo zsunąć więc trzeba na wprost co wymaga ogromnego wysiłku. Podłoże przeważnie jest bardzo sypkie — popiół wulkaniczny, gruz, żużel — duży cios także dla obuwia. Trzeba ostrożnie wyszukiwać chwyty jako że kamienie, głazy czasem są słabo związane i po prostu mogą łatwo odpaźć. Do tego dochodzi wieksze stężenie gazów które nie ułatwiają oddychania. Na Mount Tranaki drugi raz w życiu zaobserwowałem bardzo rzadkie zjawisko optyczne zwane “widmo brockenu”
Myślę że tą wycieczką zakończyłem w pięknym stylu podróżowanie po antypodach.
Mt Ngarunhoe — Góra przeznaczenia we Wladcy Pierscieni
Krater wulkanu Ruapehu
Przedni zjazd na reklamowce
Tatra 77 — auto wyprodukowane w czechach
De Lorean — wehikul czasu
Juz w 1918 robili auta na prad
Ferrari Monza
Auto wyprodukowane w Nowej Zelandii — silnik ze skody :)
Land Rover Seria III
To auto zbudowal pewien nowozelandczyk poswiecajac na projekt okolo 5000 godzin
Podobne do willysa ale sie nie przyjelo
Lotnicze silniki Royce Roysa
Mount Taranaki
Widoczna po lewej Translator Tower
Morze Tasmana wieczorem
Krater wulkanu Taranaki
Cien wulkanu


Komentarze
Wracaj wódeczkę pić anie jakieś gazy wdychaj :)
simoon
Szacun Misiacz :)
Komentarz do: «Dwa wulkany w weekend czyli wielka masakra»